torrentflux

10 procent Litwy jest Polska?

Luty 4, 2010 · Dodaj komentarz

W zeszłym roku rafineria w Możejkach zapłaciła miliard 800 milionów litów podatku , co stanowi prawie 10 procent budżetu państwa litewskiego.

→ Zostaw KomentarzKategorie: 1
Otagowane: ,

Nie wiem czy to prawda ale …

Luty 1, 2010 · Dodaj komentarz

PZL Świdnik jest jedną z najbardziej zaawansowanych technologicznie
firm w Polsce. Przez lata działalności firma wyprodukowała kilka
tysięcy wiropłatów, co stawia ją w światowej czołówce pod tym
względem. Zdaniem ekspertów, dzisiejsze produkty Świdnika co prawda
techniczie ustępują konkurencji, jednak zdecydowanie przewyższają ją
pod względem atrakcyjnosci cenowej. Wyłożenie odpowiednich środków
na badania i rozwój mogłoby sprawić, że czołowe wyroby Świdnika
dorównałyby, a już na pewno zbliżyłyby się na do światowej
czołówki. PZL Świdnik to dziś jedna z trzech (obok Eurocoptera i
Augusty-Westlanda) firm w UE mogących zbudować “dorosły” śmigłowiec.
Jest też cenionym kooperantem wykonującym prace dla kilkudziesięciu
znanych firm lotniczych, jak np. Augusta-Westland, Bell, Cessna,
Dassault, Boeing etc. W każdym normalny kraju rząd dmuchałby i
chuchał na taki skarb. Z tym, że Polska pod rządami Platfusów
normalnym krajem na pewno nie jest. Historię wyprzedaży polskiego
przemysłu
lotniczego zacznę od PZL Mielec – za rządów PiS-u firma została
sprzedana amerykańskiemu potentatowi United Technologies Corporation
za kilka milionów Euro – równowartość jednego samolotu M28
Skytruck\Bryza, jakie firma od lat produkuje. Wejście do firmy
Amerykanów spowodowało utratę dotychczasowych rynków zbytu w
Wenezueli, Nepalu i (potencjalnie) Indonezji -względy polityczne.
Władze ww. państw obawiały się obcinania dostaw części przez
amerykańską już firmę. Sami Amerykanie (a kokretnie firma Lockheed
Martin) w umowie offsetowej dotyczącej sprzedaży Polsce mysliwców F-
16) obiecali znaleźć w USA nabywców na sto skytrucków. Od podpisania
umowy mija 7 lat, a Jankesi sprzedali ledwo 10 (bodaj amerykańskiej
Straży Granicznej). Umowę offsetową postanowiono zmienić i zamiast
zmusić jankesów do sprzedaży 100 Skytrucków za oceanem sprzedano
innej jankeskiej firmie ich producenta. Za grosze. Firma nie mając
pod nowym właścicielem zamówień eksportowych zdecydowała się przy
pomocy amerykańskich lobbystów wydoić skarb państwa. Pomimo, że plan
zakupów WP na lata 2009-2018 nie zakładał pozyskania nowych
Skytrucków (w polsce sprzedawanych pod nazwą “Bryza”), minister
Bogdan Klich zdecydował się o zakupie 12 naowych maszyn. Eksperci
protestowali mówiąc, że wojsko ma pilniejsze potrzeby, jednak Klich
pozostał nieugięty. Szokujaca była cena nowych maszyn – były one 2,5
raza droższe, niż egzemplarze dostarczone do wojska przed
prywatyzacją Mielca. Co prawda miały bardziej zaawanoswaną
(oczywiście amerykańską) awionikę i lepsze (oczywiście amerykańskie)
silniki, jednak nie uzasadniało to takiego skoku ceny. Koszty
serwisu kilkunastu wcześniej zakupinych Bryz w barwach WP również
skokowo wzrosły. Skandal miał ciąg dalszy – pod koniec 2008 roku
okazało się, że MON nie ma pieniędzy, by zapłacic polskim
producentom broni dostarczonej dla wojska. Brakowało 600 mln
złotych – tyle, ile poszło na super-Bryzy zakupione przez Klicha od
Amerykanów.

www.altair.com.pl/start-2466
Przeprowadzona za czasów SLD prywatyzacja polskiego
producenta silników lotniczych – PZL Rzeszów, wyglądała podobnie. Ta
firma również została wykupiona, przez UTC (a konkretnie przez jej
spółkę-córkę Pratt&Whitney- czołowego producenta silników
lotniczych). Firma obiecała, że umieści w Mielcu produkcję
(nie montaż) nowych modeli silników, w tym silnika F-100
napędzającego myśliwce F-16. Mija 8 lat, a nowych modeli jak nie
było, tak nie ma. Podjeto za to montaż F-100 w liczbie 48 sztuk
(tyle, ile F-16 kupiliśmy). Niedawno wyszło na jaw, że było to po
prostu finalne skecanie produktu z kilku modułów.
Dość powiedzieć, że firma za jeden “wyprodukowany” silnik
otrzymywała od Amerykanów…11 tys. dolarów. Kompletny silnik F-100
kosztuje ponad 2 miliony dolarów, jakby ktoś pytał. To pokazuje,
jaki “skok technologiczny” przeżył Rzeszów pod Amerykanami. Byłbym
zapomniał Mielec zakończył rok 2008 stratą 18 milionów złotych a
Rzeszów…180 mln złotych !. Przy przychodach niższych, niż 700 mln
złotych Rzeszów pobił rekord nierentowności!. Firma przed
prywatyzacją była jedną z najbardziej dochodowych w polskiej
zbrojeniówce sprzedając silniki np. do Chin.

Przejdźmy do Świdnika. Na całym świecie przemysł lotniczy służy,
jako inkubator zaawanoswanych technologii. Władze zachodnich krajów
inwestują gigantyczne sumy w rozwój takich firm, jak Boeing,
Dassault czy Airbus – głównie przez zlecenia dla wojska na nowe
technologie i gotowe produkty. Rządy oficjalnie popierające
neoliberalizm po cichu wspierają swój zaawansowany przemysł, gdyz to
się poprostu opłaca. Niestety Polska wciąż jest zaczadzona
Balcerowiczem i woli wyniszczać potencjał, który został wybudowany
ogromnym nakładem sił i środków. PZL Świdnik został sprzedany za
nieco ponad 300 milionów złotych (tyle, ile kosztuje JEDEN
śmigłowiec AW-101 produkowany przez nowego właściciela Augustę-
Westlanda). W tym samym czasie UTC podjął w Mielcu montaż (nie
produkcję!) śmigłowców Black Hawk. Po co to wszystko? Otóż rząd
szykuje się do ogłoszenia nowego przetargu stulecia. MON chce nabyć
51 nowych śmigłowców za , bagatela , 10 miliardów złotych !Przetarg
ma ruszyć około 2011 roku. Rozumiecie zamysł tuskowych specjalistów
w osobach Grada i Klicha? Za pięć dwunasta sprzedaje się polskie
firmy lotnicze, by ich nowi właściciele stali się murowanymi
faworytami w przetargu ! W wypadku wygranej Sikorskyego czy AW każda
z tych fimr umieści offset w swojej fabryce w Polsce, czyli będzie
płacić i transferować technologie sama sobie. W każdym normalnym
kraju rząd najpierw zwórciłby się do Świdnika z zapytaniem, czy jest
w stanie dostarczyć wymagany przez wojsko
produkt – modernizację jakiejś już produkowanej maszyny lub
całkowicie nową kontrukcję. Tak się składa, że PZL pracował nad
gruntowną modernizacją Sokoła i to pomimo braku jakiegokolwiek
współdziałania ze strony państwa ,czy to w postaci grantów na
badania techniczne czy też wsparcia marketingowego przy eksporcie
(co na całym świecie jest normą w tym segmencie “rynku”). Planowano
też opracować nową, nieco większą niż Sokół, maszynę o nazwie SW-5
idealnie wpisującą się w potrzeby wojska na nową maszynę
transportową. Co prawda koszty opracowania byłyby duże, jednak
pamiętajmy, że dziś Sokół kosztuje ok 5 mln Euro a zaliczany do tej
samej klasz Black Hawk + 20+30 mln. To, co stracilibyśmy na
badaniach nad nową konstrukcja, moglibyśmy odyzskac dzieki niższej
cenie oraz kontraktach eksportowzch. Ale niestety przyszlo nam zyc w
Polsce…

Każda z ekip rządzących Polską dołożyła swoją cegiełkę do dewastacji
przemysłu zaawansowanych technolgogii. Przemysłu, którego Polsce
bardzo dziś brakuje. Według Eurostatu w przeliczeniu na milion
mieszkańców notuje się u nas 3,5 aplikacji patentowej do EPO,
podczas gdy w Niemczech – 280,5. Co więcej Niemcom zaliczana jest
średnio co druga aplikacja, a nam co czwarta. Brak własnej
technologii musi zaciążyć na perspektywach dalszego rozwoju naszego
kraju. Choć SLD i PiS także dołożyły do tej dewastacji swoje
cegiełki, to jednak absolutnym liderem w tej materii są chłopcy z PO
oraz ich poprzednicy np. z rządu Buzka. PiS sprzedawało Mielec, jako
prawie bankruta, PO oddało dochodową, zwiększającą zatrudnienie
firmę, która w warunkach odpowiedniej polityki mogłaby prężnie się
rozwijac i z czasem stać się wizytówką naszej gospodarki. Sprzedaż
strategicznej firmy śmigłowcowej za 300 milionów złotych nadaje się
do trybunału stanu. Zwłaszcza w kontekście faktu, że firma, która
nabyła PZL najdalej za 2-3 lata podpisze z MON kontrakt za 10
miliardów złotych. Polska Michnika w akcji..

http://www.altair.com.pl/start-2466

→ Zostaw KomentarzKategorie: 1

Ciekawa rozmowa, z badaczem co2

Grudzień 9, 2009 · Dodaj komentarz

→ Zostaw KomentarzKategorie: Acid rain · carbon · climate change · co2

Konferencja klimatyczna w Kopenhadze

Grudzień 9, 2009 · Dodaj komentarz

Syn mnie pyta Tato o co w tym wszystkim chodzi, skąd nagle tyle osób chce ratować klimat>?
Trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi moje drogie dziecko, ale spróbuje Ci to w kilku słowach wyjaśnić.
Badanie klimatu jest trudne, naukowcy to ludzie, którzy w zamian za finansowanie, są w stanie badać, mierzyć, przetwarzać w nieskończoność. Często w swoim gronie dochodzą do odmiennych wniosków, a ich pogląd na daną sprawę, to tylko uzgodniona “wersja wydarzeń”. Badano ostatnimi laty błotniaka łąkowego, między innymi liczebność populacji, i okazało się, po latach badań, że ochrona środowiska zaszkodziła błotniakowi najbardziej. Wracając do Twojego pytania o ratowanie klimatu, musisz sobie uświadomić, że jest to dzisiaj potężny biznes, ba wręcz dziedzina gospodarki, .. ludzie znajdujący zatrudnienie w tej branży kapnęli się jak może być dochodowa. Nie wierz dzieciaku, że ktoś zakłada fundację zajmująca się, na przykład ratowaniem Ziemi, z pobudek altruistycznych, raczej próbuje na tym zarobić, oczywiście wykorzystując do swoich celów grupkę wolentariuszy omamionych wizją działania w słusznym celu.
Wyobraź sobie teraz naukowców, utrzymujących się z badania lodu na Arktyce, utrzymują siebie swoje rodziny, tylko dlatego, że dostali pieniądze na prowadzenie badań, czy oni nie będą za tym aby je kontynuować?

update: już po jakimś czasie od opublikowania tych kilku słów natknąłem się na ciekawy artykuł przytoczę fragment i podam odnośnik do oryginału. Można w nim wyczytać jak naukowcy patrzą na zlecone prace i co tak naprawdę się liczy w tym światku. Bardzo interesująco sprawy badania co2 opisuje praktyk badacz Zbigniew Jaworowski.
‘Jak to możliwe, że przez co najmniej 20 lat w środowisku ludzi nauki funkcjonowała fikcja globalnego ocieplenia wywołanego emisją CO2 przez człowieka?
- Najlepszą odpowiedzią na to pytanie jest moja historia. Przez wiele lat zajmowałem się pomiarami stężenia CO2 w rdzeniach lodowych, w których gaz ten jest niejako uwięziony. Na tych właśnie badaniach opiera się cała histeria z ociepleniem klimatu. Ja zajmowałem się lodowcami od lat 60. ubiegłego wieku. Zorganizowałem 10 wypraw na 17 różnych lodowców, zbierając dane o wpływie emisji zanieczyszczeń – głównie metalami ciężkimi pochodzącymi z przemysłu – na środowisko naturalne. Jednak funkcjonowanie ideologii ocieplania klimatu odczułem, gdy wyjechałem wraz z żoną na 8 lat do Norwegii. Po przyjeździe miałem tam podjąć pracę na Uniwersytecie w Oslo, ale ostatecznie zostałem zatrudniony w norweskim instytucie polarnym. Po pewnym czasie tamtejsze ministerstwo ochrony środowiska zwróciło się do tego instytutu, by zbadał, jakie będą skutki ocieplenia klimatu w wyniku działalności człowieka dla norweskiej części Arktyki (m.in. Spitsbergen). Zacząłem od odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście dojdzie do ocieplenia tej części Arktyki. Prowadząc badania, doszedłem do wniosku, że nie ma żadnych podstaw, by tak twierdzić, gdyż pomiary temperatury prowadzone w tej części świata od blisko 100 lat nie wykazywały żadnych oznak ocieplenia. Im głębiej analizowałem problem, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że nie ma żadnego ocieplenia klimatu, a CO2 nie jest przyczyną wywołania tego procesu. Przy tej okazji wykazaliśmy z kolegami, że prace przedstawiające pomiary CO2 w rdzeniach lodu polarnego pełne były nadinterpretacji wyników, a nawet manipulacji, sam zaś lód nie jest odpowiednim materiałem do odtwarzania składu chemicznego dawnej atmosfery. Nie jest ona bowiem układem zamkniętym, w którym nic się nie dzieje, lecz odwrotnie, zachodzi w niej kilkadziesiąt procesów fizykochemicznych. Prowadzą one do ubytku CO2 z bąbli powietrza schwytanych w lodzie. Same rdzenie są zaś spękane i skażone metalami ciężkimi z płynu wiertniczego wnikającego do ich wnętrza. Na przykład stężenie ołowiu we wnętrzu rdzeni z głębi lądolodu jest 1400 razy wyższe niż na powierzchni śniegu na Antarktydzie, a cynku 400 tys. razy wyższe. Na takim nieodpowiednim materiale zbudowana jest cała hipoteza ogrzewania klimatu przez człowieka.

Opisał Pan wyniki tych badań?
- Napisaliśmy dwa raporty i kilka artykułów na ten temat. Teraz widzę analogię z ujawnieniem przez uczciwych naukowców z Uniwersytetu Wschodniej Anglii wyników badań nad ocieplaniem klimatu. Po opublikowaniu wyników naszych badań dyrektor naukowy norweskiego instytutu polarnego wezwał mnie na rozmowę i powiedział, że nasze publikacje to nie jest sposób na zdobywanie kontraktów naukowych w Norwegii. W efekcie nie przedłużono także i mojego kontraktu… Byłem po prostu dyskryminowany. Przez pewien czas pozostawałem na utrzymaniu żony. Zrozumiałem wtedy, jak ważnym celem funkcjonowania instytutu polarnego było zdobywanie zleceń z ministerstwa środowiska, które z kolei swoją rację bytu opierało na straszeniu ludzi zanieczyszczeniem środowiska.”

W rzeczywistości jest tak, że im kraj bogatszy, a więc lepiej uprzemysłowiony, tym lepiej dba o środowisko naturalne.

→ Zostaw KomentarzKategorie: Acid rain · co2 · emisja
Otagowane: , ,