Tewje Bielski i jego partyzanci

Posted on Maj 24, 2008

8


Tewje Bielski, film „Opór”, „Defiance”, Edward Zwick, Daniel Craig

W Hollywood powstaje superprodukcja o przygodach żydowskiego partyzanta
Tewjego Bielskiego. Zagra go odtwórca roli Jamesa Bonda Daniel Craig. Z
filmu widzowie nie dowiedzą się jednak, że oddział Bielskiego oprócz tego,
że uratował wielu Żydów, jest współodpowiedzialny za śmierć ponad stu
Polaków

Tewje Bielski i jego partyzanci
Partyzanci z oddziału braci Bielskich
CANAL+/CYFRA

Tuwia Bielski
Tewje (Tuwia) Bielski

- Była 4.30, może 5 w nocy. Obudził mnie potężny huk. Długa seria z karabinu
maszynowego poszła po chałupie. Kule przebiły na wylot belki i przeleciały
nad naszymi łóżkami. Pocisk utkwił w ścianie, kilka centymetrów nad moją
głową. Usłyszałem wrzaski – opowiada Wacław Nowicki. 8 maja 1943 roku miał
18 lat. – Zabarykadowaliśmy się w domu, ale napastnicy pobiegli dalej, w
stronę centrum Naliboków. To nas uratowało.

Wkrótce Nowiccy, którzy mieszkali na obrzeżach miasteczka, zobaczyli przez
okno pierwsze płomienie. Z pobliża dobiegała gęsta kanonada. Do pogrążonych
we śnie Naliboków wdarli się sowieccy partyzanci. Około 120 – 150
uzbrojonych ludzi.

- Szli przed siebie, wpadali do chałup. Każdego, kogo napotkali na swojej
drodze, zabijali z zimną krwią. Dla nikogo nie było litości – opowiada inny
świadek wydarzeń, obecnie 83-letni Wacław Chilicki.

Bolesław Chmara miał wówczas 15 lat: – Wywołali mojego starszego o trzy lata
brata na ganek. Wyszedł. Wśród nich była kobieta. Podniosła karabin i
trafiła go prosto w pierś. To była rozrywająca kula dum-dum. Wyrwało mu całe
ramię. Ona wzruszyła ramionami, odwróciła się na pięcie i poszli dalej.
Zrabowali, co się dało, a chałupę puścili z dymem.

Zamordowano wówczas 128 albo 129 osób, głównie mężczyzn i wyrostków. Ale
również 10-letnie dziecko i kilka kobiet. Jedna z nich zginęła, broniąc
trzech synów. W kilku przypadkach zabito po siedmiu, ośmiu członków jednej
rodziny. Część ludzi zginęła w łóżkach, część wyprowadzono na podwórza i
rozstrzelano po kilkunastu, w zbiorowych egzekucjach. Od pocisków
zapalających zajęło się kilka chałup. Spalono kościelną wieżę, pocztę,
remizę. Zrabowano dużą ilość jedzenia, koni, bydła.

- To, co zobaczyliśmy, gdy odeszli partyzanci, przechodziło ludzkie pojęcie.
Wypalone budynki. Stosy trupów. Głównie rany postrzałowe, porozbijane głowy,
wytrzeszczone w przerażeniu, martwe oczy. Wśród zabitych dojrzałem szkolnego
kolegę. – opowiada Wacław Nowicki. – Dla młodego chłopaka, jakim wówczas
byłem, to był prawdziwy szok. Nie zapomnę tego widoku do końca życia.

Mieszkańcy Naliboków, którzy przeżyli, nie mają wątpliwości, że w sowieckim
oddziale, który dokonał masakry, duża część partyzantów pochodziła z
działającego w sąsiedniej Puszczy Nalibockiej żydowskiego oddziału Tewjego
Bielskiego. – To Żydzi, którzy przed wojną mieszkali wśród nas, brylowali
wśród napastników. Doskonale wiedzieli, kto, gdzie mieszka, kto jest kim -
wspomina Nowicki.

Jerozolima na bagnach

Reżyserem filmu, który ma nosić nazwę „Defiance” („Opór”), jest znany
amerykański twórca kina akcji Edward Zwick („Stan oblężenia”, „Ostatni
samuraj”, „Krwawy diament”). Tewjego Bielskiego zagra, obecny odtwórca roli
agenta 007, Daniel Craig. Film, który będzie kręcony w Europie Wschodniej i
Kanadzie, ma kosztować około 50 mln dolarów. Powinien być ukończony za
blisko rok.

O planach Zwicka poinformowała niedawno w entuzjastycznym artykule
zatytułowanym „Bond zagra w filmie o polskich partyzantach” „Gazeta
Wyborcza”. Na portalu dziennika przeprowadzono nawet ankietę pod hasłem
„Czy Daniel Craig jest odpowiedni do roli polskiego bohatera?”.

W firmie Grosvenor Park Productions, która finansuje kręcenie filmu, nikt
nie wie o Nalibokach.

- Coś takiego. Pierwsze słyszę. Scenariusz jest jednak sprawą Edwarda Zwicka
i jego firmy Bedford Falls Company z Santa Monica. Proszę porozmawiać z
nimi – mówi Jonathan McFadden z Grosvenor Park.

Edward Zwick nie chciał jednak rozmawiać. Nie odpowiedział również na
przesłanego mu e-maila.

Z informacji przekazanych przez producentów prasie można sobie wyobrazić, w
jaki sposób przedstawiona zostanie historia Tewjego Bielskiego. Film ma być
poruszającą, epicką opowieścią o odwadze, nadziei i walce ze złem. O
szlachetnym człowieku, który w obliczu zagłady postanawia uratować jak
największą liczbę ludzi, jednocześnie dzielnie stawiając czoła nazistom i
kolaborantom.

Odwzorowany ma zostać obóz, który Tewje Bielski założył na otoczonej bagnami
wyspie, położonej w dzikich ostępach Puszczy Nalibockiej. W osadzie,
nazywanej przez jej mieszkańców Jerozolimą, działały podobno zakłady
rzemieślnicze, szpital, a nawet bożnica.

- Bardzo się cieszę, że powstaje ten film. Niestety, postać Tewjego
Bielskiego, choć w pełni na to zasługuje, nie jest specjalnie znana na
świecie. Ponieważ kino ma wyjątkową moc oddziaływania, mam nadzieję, że
dzięki temu filmowi sytuacja się zmieni – mówi znana badaczka Holokaustu
prof. Nechama Tec. To właśnie na podstawie jej książki („Defiance? The
Bielski Partisans”, Nowy Jork 1993) powstał scenariusz filmu.

Pod sowieckim dowództwem

Dlaczego doszło do masakry w Nalibokach? Konflikt pomiędzy polskimi
mieszkańcami i ich żydowskimi sąsiadami – bo to właśnie miejscowi Żydzi w
dużej mierze weszli w skład oddziału Bielskiego – narastał od dawna.
Naliboki były małą miejscowością, położoną w Puszczy Nalibockiej, w
województwie nowogródzkim. Głównie drewniana, kresowa zabudowa. Kościół,
bożnica i kilka murowanych budynków urzędowych. Zamieszkiwało je około
trzech tysięcy ludzi, w tym kilkuset Żydów.

- Żyliśmy w pokoju. Nie wchodziliśmy sobie w drogę. W pewnym momencie
prowadzona była jedynie kampania, aby nie kupować w żydowskich sklepach,
tylko w chrześcijańskich – wspomina Wacław Chilicki. Działalność niewielkiej
grupki miejscowych narodowców ograniczała się do napisania w nocy kredą na
płocie „Żydzi precz!”. – Nie było jednak mowy o żadnej przemocy, o tym, żeby
ktoś kogoś upokarzał – dodaje Chilicki.

Pierwszy poważny zgrzyt nastąpił we wrześniu 1939 roku. Miejscowi Żydzi
entuzjastycznie witali wkraczających Sowietów. Potem przyszedł luty 1940
roku. Zaczęły się masowe deportacje Polaków w głąb Związku Sowieckiego. -
Żydzi chodzili razem z NKWD i wskazywali im najznaczniejszych Polaków. Ten
był policjantem, ten pracował w urzędzie, ten był oficerem KOP, a ten służył
w Legionach. Ruscy pakowali ich z całymi rodzinami na furmanki i wywozili w
nieznane – opowiada Wacław Nowicki.

Zresztą większość Żydów wkrótce się rozczarowała nową władzą. Podczas
kampanii wymierzonej w wolny handel Sowieci likwidowali wszelkie małe
sklepiki i inne należące do Żydów interesy. Niemniej jednak, w pamięci
większości Polaków utrwalił się obraz Żyda-kolaboranta, z czerwoną opaską na
ramieniu i z sowieckim karabinem przewieszonym przez plecy.

Sytuację zmienił wybuch nowej wojny. Gdy w Nalibokach pojawili się Niemcy,
duża część Żydów uciekła do puszczy. Właśnie tam na przełomie 1941 i 1942
roku zaczął formować się oddział Tewjego Bielskiego – byłego kaprala WP – i
jego trzech braci pochodzących z jednej z pobliskich miejscowości. Oddział,
który początkowo liczył 40 ludzi, szybko urósł do kilkuset. W większości
kobiet i dzieci, które uciekały pod opiekę żydowskich partyzantów z
okolicznych gett.

- Po przejściu frontu na tyłach pędzących do przodu dywizji pancernych
Wehrmachtu, została masa sowieckich żołnierzy. Wielu z nich łączyło się w
oddziały partyzanckie. Puszcza Nalibocka znajdowała się pod ich całkowitą
kontrolą. Tewje Bielski szybko się z Sowietami porozumiał, wszedł pod ich
komendę. Miał się czym wkupić: kobietami, których krasnoarmiejcy byli
pozbawieni – mówi historyk, który badał zbrodnię w Nalibokach, Leszek
Żebrowski. – W masakrze brali udział zarówno ludzie Bielskiego, jak i
Sowieci.

Pomiędzy bandytyzmem i antysemityzmem

Od tego czasu stosunki na linii ludzie Bielskiego – mieszkańcy Naliboków
zaczęły się coraz bardziej zaostrzać.

- To była banda zwyrodniałych bandytów, a nie żadni partyzanci. Ich głównym
zajęciem były grabieże i mordy. Bardzo często dopuszczali się również
gwałtów. Zgwałcili jedną z moich sąsiadek. Ojcu, któremu pod pistoletem
kazali na to patrzeć, powiedzieli: „Nie martwcie się, po wojnie przyjdziemy
i się ożenimy”. Brata mojego ojca chrzestnego Antoniego Korżenkę zastrzelili
podczas napadu, jak nie chciał oddać im swoich koni – opowiada Wacław
Nowicki.

Aby bronić się przed rekwizycjami i napadami, Polacy założyli samoobronę,
która jednocześnie była przykrywką dla lokalnego oddziału Armii Krajowej. -
Byliśmy doskonale uzbrojeni. Kilkadziesiąt karabinów, kilka rkm, dwa ckm,
moździerz. Oni nie tylko chcieli zemsty za to, że nie chcieliśmy się im
podporządkować. Chcieli położyć łapy na naszej broni – opowiada Wacław
Chilicki.

Wersja żydowska jest diametralnie inna. To polscy antysemici prowokowali
konflikt, atakując oddzielających się od grupy Żydów.

Sulia Wolozhinska Rubin, której mąż brał udział w rzezi w Nalibokach,
wspominała: „Nieopodal (dworzeckiego) getta znajdowała się wioska. Żydzi
musieli przez nią przechodzić po drodze do lasu, a partyzanci (sowieccy) w
drodze z lasu. Ci wieśniacy ostrzegali biciem w dzwony i waleniem w
miedziane garnki o przemarszu takich osób, aby ostrzec pobliskie wioski.
Chłopi wybiegali z siekierami, sierpami – czymkolwiek, co może służyć do
zabijania – i rżnęli każdego, a potem rozdzielali między siebie cokolwiek ci
nieszczęśliwcy mieli”. („Against the Tide? The Story of an Unknown Partisan”
, Jerozolima 1980).

W nakręconym później filmie dokumentalnym dodała, że polscy chłopi.
ukrzyżowali na drzewie ojca jej męża, co się miało stać bezpośrednią
przyczyną dokonania masakry („The Bielsky Brothers? The Unkown Partisans”,
Soma Productions, 1993).

- Stek bzdur! – kwitują wspomnienia pani Rubin polscy świadkowie tamtych
wydarzeń.

- Czy partyzanci Bielskiego brali od ludzi jedzenie? Brali. Tak samo jak
brała AK i wszystkie inne partyzantki na świecie. To było wojsko i oni
musieli jeść, musieli jakoś żyć. Naturalnym źródłem zaopatrzenia jest w
takiej sytuacji lokalna ludność. Oni myśleli w taki sposób: chodzimy z
bronią po lasach, narażamy życie, bijemy się, a tu chłop leży z babą na
piecu, palcem nie ruszy i jeszcze nie chce się podzielić żarciem – tłumaczy
Marian Turski, historyk i dziennikarz „Polityki”, który kilka lat temu
opisał okupacyjne dzieje Bielskiego.

Leszek Żebrowski podkreśla jednak, że żydowscy partyzanci byli podczas
swoich akcji ekspropriacyjnych wyjątkowo brutalni. W jednym z raportów z
Puszczy Nalibockiej Delegatura Rządu na Kraj informowała: „Ludność miejscowa
jest zmęczona i znękana ciągłymi rekwizycjami, a często i rabunkiem odzieży,
żywności i inwentarza. Najbardziej się dają we znaki, zwłaszcza w
odniesieniu do ludności polskiej, tzw. oddziały rodzinne (siemiejnyje),
składające się wyłącznie z Żydów i Żydówek w sile dwóch batalionów”. (AAN,
202/III-193, k. 131)

Walka o przeżycie

Sprawa trudnego sąsiedztwa partyzantów Bielskiego i ludności Naliboków
wpisuje się w szerszy problem – na Zachodzie do dziś otoczony zmową
milczenia – jakim były różne aspekty aktywności żydowskich partyzantów
działających na terenie okupowanej Polski.

- Proszę sobie wyobrazić taką sytuację. Człowiek ucieka z transportu czy
getta. Znajduje się w całkowicie obcym środowisku. Często, pomimo że całe
życie mieszkał w Polsce, nie zna języka. Jest poza nawiasem prawa, jest
ścigany. Do tego dochodzi demoralizacja wojną, okrucieństwami, których był
świadkiem. Dla niego najważniejsze jest, żeby przeżyć. Tylko to się liczy -
tłumaczy historyk z IPN Piotr Gontarczyk.

Żydowskie grupy nie przebierały więc w środkach, kiedy trzeba było pozyskać
jedzenie. Dochodziło do rabunków, morderstw, gwałtów. Oddziały te w
naturalny sposób ciążyły ku Sowietom, co jeszcze pogłębiało łatwość
patologicznych zachowań.

- Większość bitew, w których brały udział żydowskie oddziały, była
całkowicie wyssana z palca. 90 proc. akcji, które potem w literaturze
przedmiotu zostały opisane jako boje z Niemcami, było w rzeczywistości
napaściami na ludność cywilną – podkreśla Gontarczyk. Nie inaczej było z
Nalibokami. W sowieckim meldunku z 10 maja 1943 r. masakrę w tej
miejscowości przedstawiono jako rozbicie silnego niemieckiego garnizonu.

Dla Żydów legenda żydowskiej partyzantki stawiającej z bronią w ręku czoła
nazistom jest jednak wyjątkowo ważna_. Jest elementem ich historycznej
tożsamości i powodem do dumy.

- Panuje powszechne przekonanie, że Żydzi zachowywali się biernie, jak owce
prowadzone na rzeź. Że nie stawiali oporu. Tymczasem partyzanci, na czele z
oddziałem Tewjego Bielskiego, są wspaniałym przykładem, że tak nie było. Że
byli Żydzi, którzy działali, którzy walczyli i ratowali swoich współbraci -
mówi Nechama Tec. – Pamiętam, jak rozmawiałam z Tewjem dwa tygodnie przed
jego śmiercią. Zapytałam: dlaczego zdecydowałeś się na ten heroiczny czyn? -
Widziałem, co robią Niemcy – odparł. Chciałem być inny. Zamiast zabijać,
chciałem ratować. Nie walczyłem z Niemcami, to prawda. Bo uważałem, że jeden
uratowany Żyd jest ważniejszy niż 10 zabitych Niemców.

Podobnego zdania o Bielskim jest Israel Gutman, profesor z jerozolimskiego
instytutu Yad Vashem. – Bielski to żydowski bohater. Takich jak on było
naprawdę niewielu. Ludzi, którzy z bronią w ręku wystąpili przeciwko
nazistom. Proszę zrozumieć, jak wielkie znaczenie ma dla nas ta postać.
Musimy rozliczać go z efektów działań. Najważniejsze jest to, że uratował
1200 ludzi.

Nie ma miejsca na szarość

Problem w tym, że dla jednych efektem działań Bielskiego jest 1,2 tysiąca
uratowanych, dla innych 130 zamordowanych. Zresztą, jeżeli chodzi o
postępowanie z Żydami, Bielski również nie jest postacią jednoznaczną. Z
relacji ludzi, którzy przewinęli się przez jego obóz wynika, że swoim
oddziałem zarządzał wyjątkowo twardą ręką.

Od przybyłych do puszczy uciekinierów pobierał haracz, z najładniejszych
kobiet stworzył prawdziwy harem. Sytuacja materialna mieszkających w jego
obozie Żydów była bardzo zła, ale on sam otaczał się luksusem. Znane są
także przypadki eliminowania niewygodnych lub zagrażających jego
niepodzielnej władzy podwładnych.

- Tak, to był dzierżymorda. Apodyktyczny, zadufany w sobie facet. Działał
jednak w warunkach wojennych. Był człowiekiem swoich czasów i przez pryzmat
tamtych, a nie dziesiejszych realiów, powinien być oceniany. Określiłbym go
jako skrzyżowanie Kmicica, Hubala i. Ognia. Ten ostatni również stosował
drastyczne metody, a przez tych samych ludzi, którzy potępiają dziś
Bielskiego, jest oceniany bardzo pozytywnie – tłumaczy Marian Turski.

Kim więc był Bielski: bohaterem czy zbrodniarzem?

- Zwykłym człowiekiem. Poza tym jedno nie wyklucza drugiego – mówi pracujący
w Waszyngtonie historyk Marek Chodakiewicz, autor monografii „Żydzi i Polacy
1918 – 1955. Współistnienie – Zagłada – Komunizm”. – Bardzo często tak jest,
że gdy chodzi o dramatyczne wydarzenia czy postaci, które odegrały w nich
jakąś ważną rolę, ich oceny w zależności od tego, kto je formuje, są
diametralnie różne. Podstawowym błędem jest to, że ludzie oceniający Tewjego
Bielskiego, najczęściej patrzą na niego tylko przez pryzmat źródeł
pochodzących od jednej strony konfliktu.

Zdaniem Chodakiewicza zjawisko to jest charakterystyczne szczególnie w
przypadku zachodniej historiografii Holokaustu:

- Ona musi być czarno-biała. Nie ma w niej miejsca na szarości. Pamiętam,
jakie było oburzenie, gdy Polański pokazał w „Pianiście” żydowskich
policjantów z getta. Żydzi z czasów wojny, występujący w kulturze masowej,
po prostu muszą być kryształowo czystymi postaciami. W rzeczywistości takie
podejście ich odczłowiecza. Właśnie dlatego myślę, że film o Tewjem Bielskim
będzie kiepski. Nie poznamy z niego prawdy o tym człowieku. Nie dowiemy się,
że, jak każdy z nas, był postacią wielowymiarową.

Epilog

Sprawcy rzezi w Nalibokach nigdy nie zostali ukarani. W marcu 2001 roku na
wniosek kanadyjskiej Polonii śledztwo w tej sprawie wszczął IPN.

- Zbadaliśmy wszystkie dostępne dokumenty, przesłuchaliśmy około 70
świadków. Na tyle, na ile było można, zrekonstruowaliśmy przebieg zdarzeń.
Przewiduję, że śledztwo zostanie zamknięte pod koniec tego roku, najdalej w
pierwszym kwartale przyszłego – mówi prokurator Anna Gałkiewicz, która
prowadzi sprawę.

Śledztwo zostanie zapewne umorzone ze względu na to, że większość sprawców
prawdopodobnie już nie żyje.

Na ławie oskarżonych zasiadł natomiast w komunistycznej Polsce Eugeniusz
Klimowicz, oficer AK i dowódca miejscowej samoobrony. Ponieważ podczas
masakry w Nalibokach broniącym się rozpaczliwie Polakom udało się zastrzelić
kilku napastników, został on oskarżony przez komunistyczną prokuraturę o
„zamordowanie radzieckich partyzantów”. Jako zbrodniarza
faszystowsko-hitlerowskiego skazano go w 1951 roku na karę śmierci,
zamienioną na dożywocie. Wyrok został uchylony w 1957 roku.

Tewje Bielski zaraz po wojnie wyjechał do Palestyny. Tam w 1948 roku walczył
z Arabami o niepodległość Izraela. Szybko jednak przeprowadził się do Nowego
Jorku, gdzie do końca życia pracował jako taksówkarz na Brooklynie. Zmarł
niemal zupełnie zapomniany w tamtejszym szpitalu Brookdale, w 1987 roku.
Miał 81 lat.

Mieszkańców Naliboków, którym udało się przeżyć sowiecką pacyfikację,
wkrótce dotknęła kolejna tragedia. 6 sierpnia 1943 roku do miasteczka
wkroczyły niemieckie oddziały prowadzące w Puszczy Nalibockiej operację
antypartyzancką pod kryptonimem „Hermann”. Ludność została wymordowana lub
wywieziona na roboty do Rzeszy, a wszystkie – ocalałe po pierwszej
pacyfikacji – zabudowania spalone i zrównane z ziemią. Takie były losy wielu
polskich kresowych miasteczek w XX wieku. |

About these ads
Posted in: Lifson